•14 lipiec 2008 (poniedziałek), 10:06:33 •
5 komentarzy
Zakończyłem właśnie czytanie fascynującego materiału pióra blogera imć Pana proces(a)7 (w celu przeczytania kliknij tutaj) i po prostu jestem załamany
Autor bloga – “proces7 wirtualne impresje” strasznie narzeka na wątpliwą jakość komentujących jego dotychczasowe dokonania blogowe nazywając rzeczonych komentatorów idiotkami i burakami… W swoich żalach odwołuje się nawet do słownika opisującego pojęcie “komentarz”… I po co to wszystko??? Ano po to żeby sprowokować dalsze komentarze i dyskusje szanownych “idiotek” i “buraków”. Po to po co każdy bloger (no może poza mną) pisze swoje “dzieła” – żeby poruszyć czytających w sposób pozytywny czy nawet negatywny i wyzwolić w nich jakąkolwiek reakcję w postaci zostawienia komentarza.
W tym momencie naszła mnie konkluzja, że to chyba nie proces7 powienien zakończyć swoje blogowanie tylko ja…
Dlaczego? – mógłby zapytać ktoś gdyby tylko zechciał doczytać do tego miejsca mój najnowszy wpis. Ano dlatego, że to ja mam większy problem i tak zwaną “zagwozdkę” niż proces7 bo to moich wpisów nikt nie komentuje…
Widzę, że licznik odwiedzin rośnie czyli poza moją skromną osobą ktoś jednak tutaj zagląda. Pytanie zatem brzmi, czy moje teksty są aż tak żałosne, że nikt ich nie jest w stanie przeczytać od początku do końca? czy też są aż tak trafne i genialne, że trudno dodać do nich jakikolwiek komentarz?
Nie jestem zmartwiony tą “ciszą” w komentarzach bo w końcu w swoich założeniach miałem pisać głównie dla siebie… Jednak jestem bardzo ciekawy jaka jest faktyczna przyczyna braku jakichkolwiek komentarzy (poza jednym, ktory zostawiła moja małżonka w odpowiedzi na życzenia) na moim blogu…
…Przyszła mi jeszcze jedna myśl do głowy. Może winą za brak komentarzy powinienem obarczać innych blogerów, ktorzy obawiając się mojej skromnej osoby zawiązali ogólnoświatowe porozumienie w celu wyeliminowania mnie ze sceny blogerskiej!!!
…Istnieje również inna możliwość. Może najzwyczajniej w świecie mam zablokowaną opcję dodawania komentarzy i stąd te wszystkie problemy?!?!?! Muszę to sprawdzić
Tak czy siak, spisek czy nie spisek i tak nie zamierzam przestawać wyć do swojego księżyca…
Napisane w Felieton
Tagi: Felieton
•7 lipiec 2008 (poniedziałek), 08:38:27 •
1 komentarz
Życiowe motto Aleksandra Dumasa:
“Więzy małżeńskie są takim ciężarem, że aby je unieść, trzeba dwojga, a czasem trojga.”
Ciekawe co na ten temat mają do powiedzenia te drugie no i trzecie strony
Napisane w Kawka
Tagi: Kawka
•30 czerwiec 2008 (poniedziałek), 08:34:15 •
Dodaj komentarz
Wczoraj rozegrany został finałowy mecz Mistrzostw Europy 2008 w piłce kopanej. Zwycięzcami zostali Hiszpanie pokonując w pięknym stylu drużynę Niemiec 1:0 i nie byłoby w tym może nic dziwnego ani tym bardziej zaskakującego gdyby nie jeden z naszych narodowych poliglotów i mistrz słowotwórstwa – Zbigniew Boniek komentujący ceremonię wręczania pucharu. Pan Boniek powiedział coś w tym stylu (nie pamiętam oryginalnej wypowiedzi ale ogólny sens zdania został zachowany):
“…Wspaniałe zachowanie. Kibice Włoch, Hiszpanii i Niemiec oklaskują zwycięską drużynę…”
W tym momencie moje szare komórki zaczęły pracować ze zdwojoną, a nawet potrojoną siłą bo jak że to…??? Kibice Niemieccy to i owszem mogli oklaskiwać zwycięzców… Kibice Hiszpanii tym bardziej, w końcu to ich drużyna narodowa wygrała… Ale skąd się do cholery wzięli na tym stadionie kibice Włoscy??? Kogo oni tam dopingowali przez te 90 minut???
Olśnienie nastąpiło po chwili… Kibice Włoscy przyjechali dopingować jedynego przedstawiciela swojego kraju w tych finałach ME2008 – sędziego głównego Roberto Rosetti’ego…
“Cóż za wspaniały naród i jakże zacna inicjatywa.” – westchnąłem i z żalem w sercu, że to nie my wpadliśmy na ten genialny w swojej prostocie pomysł poszedłem spać.
Napisane w Kawka
Tagi: Kawka
•26 czerwiec 2008 (czwartek), 10:36:11 •
Dodaj komentarz
Anton Corbijn kojarzył mi się do tej pory z fotografią, teledyskami jak również zapisami koncertów czołowych formacji muzycznych takich jak U2 czy Depeche Mode. Od kilku miesięcy możemy jednak naocznie przekonać się, że nieobca jest mu również inna forma produkcji filmowej. “Control” to biografia wokalisty znanej brytyjskiej formacji Joy Division widziana oczami żony Iana Curtisa – Debbie.
Przejmująca historia o chorobliwej chęci bycia sławnym, która z czasem przeobraża się w obsesję głównego bohatera i doprowadza do jego śmierci. W tle rozwijają się nam poboczne wątki związane z rozwojem zespołu Joy Division (pierwsza nazwa to Warsaw) poprzez koncepcję jego stworzenia aż po czasy kiedy stali się jednym z bardziej znanych i cenionych zespołów punkowych na wyspach brytyjskich.
Wkraczamy również w osobiste rejony życia Iana i Debbie, które być może jednostronne, bo przedstawione przez żonę Curtisa, pokazują czarną stronę ich związku. Możemy zobaczyć jakim naprawdę człowiekiem był Ian Curtis. Z jednej strony charyzmatyczny i aż do bólu pewny siebie w dążeniach do osiągnięcia wyznaczonych celów z drugiej strony przerażony jak dziecko życiem codziennym i sławą, do której dążył za wszelką cenę, a z którymi zupełnie sobie nie radził.
Bardzo dobre czarno-białe zdjęcia, do których przyzwyczaił nas Corbjin, przeplatane muzyką zespołu Joy Division dają mieszankę wprost porażającą. Pomimo, że film oglądałem już kilka miesięcy temu cały czas gdzieś przed oczami mam scenę poprzedzającą samobójstwo Iana… Wyzwoliły się wtedy we mnie emocje, których do tej pory nie doświadczałem podczas oglądania filmów: bezradność, złość, a w efekcie smutek, który tkwi we mnie jeszcze do teraz.
Bardzo polecam ten film nie tylko fanom zespołu Joy Division ale również wszystkim miłośnikom dobrego kina. Zapraszam do przeczytania pełnej recenzji napisanej przez moją koleżankę na www.recenzenci.pl
Gorąco zachęcam również do przeczytania książki “Joy Division i Ian Curtis: Przejmujący z oddali” autorstwa Debbie Curtis na podstawie której został nakręcony “Control”.
Napisane w Multimedia
Tagi: Multimedia
•25 czerwiec 2008 (środa), 10:41:09 •
Dodaj komentarz
W ostatnich dniach okazało się, że nawet w takiej instytucji jak IPN znajdą się ludzie, którzy na oszczerstwach i nie popartych dowodami pseudo-faktach próbują lansować swoje osoby wydając publiczne pieniądze na książki o wątpliwej treści historycznej. Panowie Cenckiewicz i Gontarczyk pomylili chyba znaczenie słowa demokracja i próbują zaszczuć, bo zniszczyć na szczęście im się nie uda, ikonę walk z reżimem komunistycznym w sposób, który można opisać tylko w jeden sposób – “cios poniżej pasa”. Nie czytałem tej książki (może uda mi się ją kiedyś przeczytać) ale jestem przekonany, że jeśliby faktycznie Wałęsa był agentem ówczesnych służb bezpieczeństwa to zostałoby to ujawnione już dawno temu. Pytanie brzmi dlaczego teraz “odkopano” tak istotne fakty? Czyżby taki bałagan panował w IPN, że wcześniej nie było możliwości dotarcia do tak ważnych informacji? A może nikt nie zadał sobie trudu żeby rzetelnie przeanalizować akta jednej z najważniejszych postaci życia politycznego lat 80-tych? Ja w to osobiście wątpię!
Dla mnie jest to tylko ohydna prowokacja w stylu Dody czy innych gwiazd showbiznesu, które skandalem zdobywają “sławę” mając głęboko w dupie to czy jest ona okupiona czyjąś krwią nie zastanawiając się nawet przez sekundę nad konsekwencjami swojego postępowania…
Mam jednak nadzieję, że ktoś wyciągnie konsekwencje w stosunku do panów Cenckiewicza i Gontarczyka oraz weźmie pod lupę również sam IPN – instytucję powołaną do wyjaśnienia spraw dotyczących łamania praw obywatelskich, w tym zbrodni komunistycznych, oraz ujawniania osób współpracujących z ówczesnymi organami bezpieczeństwa, a nie jak to się stało w przypadku wydania marnego “dzieła literackiego” w postaci książki “SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” niszczenia i oczerniania ludzi będących ojcami sukcesu jakim niewątpliwie było obalenie komunizmu.
Na koniec moja propozycja dla panów Cenckiewicza i Gontarczyka aby zamiast za pisanie tak (nie)poważnych “dzieł” wzięli się za kontynuację przygód “Bolka” ale w wydaniu dla dzieci. Myślę, że będzie to dobre rozwiązanie zarówno dla naszych dzieci, Lolka, Toli jak i samego “Bolka”…
Napisane w Felieton
Tagi: Felieton
Najnowsze komentarze