Żelazna Dziewica

MuzykaPrzepraszam wszystkich wyczekujących na kolejne wpisy ale moja zerowa aktywność spowodowana była natłokiem pracy, urlopem oraz najzwyklejszym w świecie letnim rozleniwieniem… W końcu mamy wakacje, czyż nie? ;)
Przyszedł jednak moment kiedy aktywność musiała wzrosnąć, a stało się to za sprawą koncertu Iron Maiden w ramach trasy “Somewhere Back in Time World Tour 2008″.

Somewhere Back in Time World Tour 2008
Czekałem na niego już od kilku miesięcy i im bliżej było do koncertu tym moje emocje rosły coraz bardziej. W końcu przyszedł ten wyczekiwany dzień. Niestety humor troszkę miałem nadszarpnięty z powodów “metafizycznego rozbicia” ale cóż, koncert jest koncert i trzeba iść…
Z mozołem przebijałem się przez zakorkowaną Warszawę aby dostać się jak najszybciej na stadion gdyż byłem bardzo ciekawy występu córki jednego z członków zespołu – Lauren Harris, która miała zagrać jako pierwszy support. Udało mi się w końcu dotrzeć do metra i dojechać do stacji Racławicka skąd już tylko przysłowiowy rzut beretem dzielił mnie od mojego celu. W między czasie esemesowo porozumiałem się ze znajomymi, którzy byli już na stadionie, pytając czy sprzedają tam jakoweś spirytualia? Muszę przyznać, że odpowiedź bardzo mnie zadziwiła. Otóż żadnych spirytualiów jak się spodziewałem nie sprzedawano za to poinformowano mnie iż każda butelka z napojem chłodzącym była pozbawiana przez służby porządkowe nakrętki…???
Nie dociekam juz nawet czemu cała ta akcja miała służyć jednak jej pomysłodawca nie wziął pod uwagę kreatywności moich znajomych, a w zasadzie znajomej, która przemyciła rzeczone nakrętki w… biustonoszu :)
Z metra udałem się zatem do sklepu w celu nabycia czegoś do picia. Zakupiłem 2 browarki i ruszyłem w stronę stadionu. Żar lał się z nieba więc w dość szybkim tempie opróżniłem jedną puszeczkę. Druga pękła pod samym stadionem gdzie w stylu rodem z filmów amerykańskich, z puszką w papierowej torebce oraz umiejętnie unikając panów policjantów, opróżniłem ją do ostatniej kropelki.
Jak się później okazało mogłem spokojnie zaopatrzyć się w większą ilość spirytualiów lub wstąpić po drodze na jakiś obiad gdyż zespół Harris’ówny nie porwał chyba nikogo poza samymi wykonawcami dlatego ich występ pozostawię bez komentarza…
Kolejny support był już o niebo lepszy. Rodzimy zespół – Made Of Hate zaprezentował się baaaardzo dobrze i gdyby nie drobne problemy związane ze spaleniem się jednego ze wzmacniaczy ich występ można by uznać za naprawdę udany.
Słońce powoli chowało się za naszymi plecami, stadion sukcesywnie się wypełniał, a mój nastrój powoli się poprawiał. W końcu stało się to na co czekałem tyle czasu. Scena się odsłoniła i popłynęły dźwięki muzyki mojej młodości. Tłum, który jeszcze przed chwilą okupował stoiska z “ciepłymi-psami” i tzw. WC Chatki ruszył na płytę boiska WKS Gwardia.
Ponad 20 000 fanów skakało, szalało i śpiewało wraz z Brucem Dickinsonem największe przeboje Iron Maiden. Dobór utworów, jak i sceniczne dekoracje nawiązywały do “egipskiej” produkcji znanej z trasy Powerslave w latach 1984-1985. Zmieniające się w tle płachty z wymalowanymi obrazami charakterystycznymi dla granego w danym momencie kawałka wspaniale kontrastowały zarówno z muzyką jak i strojami Bruce’a, które wokalista zmieniał co jakiś czas.
Koncert w warszawie miał również podwójny wydźwięk gdyż Dickinson w tym właśnie dniu obchodził swoje 50 urodziny. Pierwsza próba odśpiewania “Happy Birthday” podjęta została zaraz po zakończeniu utworu “The Trooper”. Niestety nie wyszło tak jak powinno i koncert toczył się dalej.
Chłopki dawali z siebie wszystko i z utworu na utwór czuć było coraz większą energię. Prawdziwa ekstaza pojawiła się jednak gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki “Fear Of The Dark”… Cały stadion wtórował nie tylko podczas śpiewania ale również nieprzerwanie nucił melodię przez cały czas jej trwania.
Kolejna okazja do odśpiewania “Happy Birthday” pojawiła się podczas bisowania. Niestety cały stadion odśpiewał to po polsku i dopiero po jakimś czasie szanowny jubilat zorientował się w czym rzecz i zrobiło się jakoś tak cieplej :)
2 godziny wspaniałej muzyki, scenicznych szaleństw muzyków, efektów pirotechnicznych przerywanych pojawianiem się różnych wcieleń ogromnej maskotki zespołu – Eddiego to coś czego długo nie zapomnę. Ciężko jest mi opisać ten koncert ponieważ sam jeszcze przetwarzam go sobie gdzieś w głowie, sercu i ciągle mam w uszach tą fantastyczną muzykę jaką uraczyli mnie i ponad 20 000 fanów Maideni. Kto był na pewno długo nie zapomni tego wydarzenia, a kto nie był naprawdę ma czego żałować.
Ja z niecierpliwością czekam na następne takie wydarzenie :)

~ - autor: szczudlik w dniu 8 sierpień 2008 (piątek), 09:52:28.

Odpowiedzi: 2 to “Żelazna Dziewica”

  1. Muzyka zabija “metafizyczne rozbicie”, a “Fear Of The Dark” może zastąpić nawet najlepszy sex. Obyś zawsze czuł się jak na koncercie Iron Maiden :)

  2. Jak będę przemycać nakrętki jeśli teraz zaczną kontrolować biustonosze? ;)
    A koncert był… niesamowity :) i to w jakim towarzystwie :D

Dodaj komentarz